Piecki opanowane przez fanów zimowych kąpieli

Sandra Federowicz
2009-12-22, ostatnia aktualizacja 2009-12-22 18:56


Klub morsów powstał w Bydgoszczy. Spotykają się na plaży w Pieckach. - W jeziorze zimą jest lepiej niż w morzu, bo można sobie posiedzieć w przeręblu - mówią

www.twardziele.bydgo.pl
Klub założyło czterech bydgoszczan, do których szybko dołączyli kolejni. Obecnie tworzy go 20 osób, w tym cztery kobiety. Swoimi kąpielami chwalą się w internecie, na stronie www.twardziele.bydgo.pl. Regularnie spotykają się w Pieckach. Najchętniej - jak twierdzą - gdy za oknem trzaskający mróz.

- Umawiamy się na plaży, rytuał lodowatej kąpieli wygląda zawsze tak samo: rozbieramy się, a potem zaczynamy rozgrzewkę: podskoki, wymachy rękoma, pompki i przysiady - opowiada bydgoszczanin Krzysztof Kaczmarek, który na co dzień pracuje w firmie farmaceutycznej. Przygodę z zimowymi kąpielami rozpoczął rok temu: - Nurkuję i nie chciałem tracić kontaktu z wodą, gdy robi się chłodno. Poszperałem w internecie i znalazłem informacje o morsowaniu. Od razu mi się spodobało.
Bydgoski lekarz Mikołaj Wiśniewski jest jednym z założycieli klubu. Pilnuje, żeby każdy mors rozgrzał się przed kąpielą. - Wchodzimy powolutku do wody dopiero wtedy, gdy wszyscy czujemy, że jesteśmy gotowi - opowiada. - Początkujący tylko na niecałą minutę. Ale ci ze stażem siedzą nawet ponad 10 minut. Nie słychać pisków, a jedynie okrzyki zadowolenia.

- Bo to daje takiego kopa, jakby się weszło na Mount Everest - mówi Kaczmarek. - Po wyjściu z wody wcale nie czuje się zimna. Jest tak ciepło, że na bosaka biegam jeszcze po plaży. A potem robimy grilla i ogrzewamy się w miłym towarzystwie.

Odkąd przymroziło, dodatkowym zajęciem morsów przed wejściem do wody jest robienie w jeziorze przerębla. - Siedzenie w przeręblu to dopiero zabawa - cieszy się Wiśniewski. - Nad morzem tego nie ma. Dlatego osobiście wolę jezioro. W ogóle, gdy temperatura spada do kilkunastu stopni poniżej zera, woda ma zaledwie pół stopnia i dla mnie to jest niesamowite wyzwanie - dodaje.

Morsy kąpią się zimą w tych samych strojach co latem. - Nie używamy jakichś specjalnych kostiumów. Niezbędne są za to buty zrobione z pianki neoprenowej i takie same rękawice. Nie przepuszczają zimna, bo najbardziej wrażliwe na odmrożenia są właśnie palce u stóp i rąk - opowiada Kaczmarek.

Zgodnie twierdzą, że ten, kto już zacznie moczyć się zimą, nie będzie chciał przestać.

- Nie wyobrażam sobie tygodnia bez mroźnej kąpieli - mówi Zbigniew Podsiedlik, na co dzień zawodowy żołnierz. - Najśmieszniejsze jest to, jak reagują na nas przechodnie. Najczęściej, gdy nas tylko zobaczą, uciekają z piskiem. Ci mniej wrażliwi stoją na brzegu i czekają, kto z nas ile wytrzyma - opowiada.

- Morsowanie nie jest trudne - dodaje Wiśniewski. - Trzeba tylko pamiętać o kilku zasadach: nie moczy się głowy, a nawet gardła. Każdy musi też zdawać sobie sprawę ze swoich możliwości. Bo nie o to chodzi, by szpanować, kto dłużej wysiedzi w wodzie.

Zimowe kąpiele w lodowatej wodzie pochwalają lekarze. Twierdzą, że są dobre na poprawienie odporności. - Nikt nie udowodnił jeszcze, że to jest stuprocentowy sposób, ale na własnej skórze przekonałem się, że tak jest - mówi prof. Jacek Manitius, szef Kliniki Nefrologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1.

Choć nie należy do klubu morsów, kilka lat temu kąpał się zimą w Zatoce Gdańskiej. - Dobrze się czuję, jestem mniej podatny na przeziębienia. A jeśli już choroba mnie dopadnie, lżej ją znoszę.

Jak przyznaje, morsem może zostać każdy z małymi wyjątkami: - Przeciwwskazaniem są wszelkie choroby układu sercowo-naczyniowego. Nie polecałabym tego też osobom ze zmianami skórnymi i z astmą. Jeśli ktoś jest całkowicie zdrów, musi jedynie przełamać psychiczny strach. Potem to już sama przyjemność.

W całej Polsce istnieją 43 kluby morsów. W naszym województwie dotąd działał tylko jeden, w Toruniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz